Wyniki Gminnego Konkursu „Napisz list do rodaka!”
Wyniki Gminnego Konkursu
„Napisz list do rodaka!”
pod patronatem Wójta Gminy Tarnawatka
Organizatorami konkursu byli: Szkolna Biblioteka Zespołu Szkół i Przedszkola w Tarnawatce,
Gminna Biblioteka Publiczna w Tarnawatce.
Przyświecały mu poniższe cele:
-popularyzacja osób związanych z Tarnawatką: Mieczysława Kosza i Jana Tyszkiewicza,
- kształtowanie lokalnego patriotyzmu,
- doskonalenie umiejętności pisania listu, przedstawianie swoich doznań, myśli, interpretowanie otaczającej rzeczywistości.
- rozwijanie uzdolnień literackich.
18 twórczych listów oceniono w trzech grupach szkoły podstawowej. Komisja w składzie: Marian Szałapski, Bożena Gałan, Małgorzata Knafel przyznała 15 równorzędnych nagród.
W kategorii I -klas 4 zwyciężyła Aysha Afzal, w kategorii II, czyli klas 6, nagrody otrzymali:
Bartłomiej Mulawa,
Dominik Kowalczuk.
Nagrody w kategorii III, czyli klas 7-8 :
Kacper Czuwara,
Natalia Dudek,
Magdalena Dąbrowska,
Amelia Gumieńczuk,
Julia Iskierka,
Miłosz Jędruszczak,
Gabriela Kawa,
Bartłomiej Kudyba,
Paweł Palak,
Angelika Szponar,
Karol Tyrka,
Julia Woźnica.
Nagrodę specjalną pana Mariana Szałapskiego wygrała Aysha Afzal,
Wyróżniono Maję Kurylak z klasy 7b, Annę Mamczur oraz Paulę Margolt z klasy 8 a.
Bardzo dziękujemy za ciekawe prace i gratulujemy. Pragniemy podziękować pracującym w komisji oceniającej. Panie uczące języka polskiego przygotowały uczestników, dokonały korekty, dawały wskazówki, toteż dziękuję za zaangażowanie i motywację paniom: Alicji Mazur oraz Anecie Mużacz.
Pani Bożena Gałan z Gminnej Biblioteki Publicznej postarała się o nagrody, za nie również składam podziękowanie. Niezwykle piękne dyplomy zaprojektowała, wydrukowała pani Monika Szczepaniuk z Gminnego Ośrodka Kultury, za które jesteśmy wdzięczni.
Zapraszam do czytania prac nagrodzonych. List Julii Iskierki opublikowałam już w artykule poświęconym rocznicy śmierci Mieczysława Kosza.
Tarnawatka, 19 maja 2021 r.
Drogi Panie Mieczysławie!
Jest mi niezmiernie, miło że mogę napisać do Pana list. Chcę, by Pan wiedział, że jest Pan ważną osobą dla naszego regionu, a zarazem jego chlubą.
Na początku listu chcę powiedzieć, że jestem dumna, iż mieszkam niedaleko Pana rodzinnej wsi. Bardzo miło jest mieć taką osobę w lokalnej historii. Pana życie było usiane cierniami, mimo to udało się Panu dużo osiągnąć, a Pana muzyka raduje nasze serca aż po dzisiejszy dzień. Podziwiam Pana za to, że chociaż stracił Pan wzrok w wieku dwunastu lat, Pana muzyka jest tak wspaniała. Lata, w których Pan żył, nie były łatwe, ale w tym wszystkim znalazł Pan czas na rozwijanie swojego talentu. Odwaga i chęć samorealizacji pozwoliły dojść Panu tak daleko. Z Pana życiorysu wynika, że jeżeli mamy marzenia, to nic nie stoi nam na przeszkodzie, by je spełnić. Pana niezwykły słuch i talent muzyczny pomogły Panu osiągnąć tak wiele. Uważam, że w czasach PRL-u dorastanie nie było łatwe, lecz upór
i determinacja w dążeniu do celu zawsze pomagają nam go osiągnąć. Podziwiam Pana za oryginalność Pana muzyki.
W dzisiejszych czasach bardzo wiele ludzi młodych jak i starszych powinno brać z Pana przykład. Pana miłość do muzyki, zapał do pracy oraz wytrwałość w dążeniu do celu pozwoliły Panu zajść tak daleko i stać się osobą znaną w Polsce i na całym świecie. Jest Pan dla nas wzorem do naśladowania.
Z poważaniem
Aysha Afzal
Tarnawatka, 20.05.2021 r.
Drogi Panie Mieczysławie!
Piszę ten list, ponieważ chcę Panu powiedzieć, że ostatnimi czasy stał się Pan bardzo sławną personą w „naszej” okolicy. Został nawet nagrany o Panu film pod tytułem „Ikar. Legenda Mietka Kosza”.
W szkole, do której uczęszczam, jest Pan osobą, o której bardzo często rozmawiamy, głównie na zajęciach z wychowawcą. Mieszkam na Suminie - tę wieś Pan na pewno pamięta. Ludzie w okolicy, wspominając Pana, mówią o tym, że pomimo choroby oczu komponował Pan piękne utwory na pianinie. Poszukując muzyki tworzonej przez Pana, trafiłem na utwór Preludium c-moll – paraphrase, który najbardziej utkwił mi w pamięci. Na cmentarzu w Tarnawatce powstał na Pana grobie pomnik, który odwiedzamy całą klasą i zapalamy znicze. Mnie samego bardzo ciekawi, jak się Pan czuł, będąc niewidomym? Jakie to jest uczucie i jak Pan mógł grać na pianinie, nie widząc klawiszy? Dla mnie jest to wręcz niepojęte, bo ja nawet nie umiem dobrze zagrać gamy chromatycznej na dwie ręce, a Pan cuda wyprawiał z pianinem.
Niestety teraz na świecie panuje pandemia, o której Pan nigdy nie słyszał. To odwróciło nasze życie do góry nogami. Wszyscy siedzą w domu, uczniowie zamiast tradycyjnej nauki w szkole mają e-lekcje, aż - co jest bardzo dziwne w tym wieku - komputer zaczął mi się nudzić. Cały świat się rozleniwił, a ja mam już tego serdecznie dosyć. Najgorszy jest brak możliwości spotkania się ze znajomymi. Tamten rok - 2020 - cały świat nazywa „najgorszym rokiem”. Ciekawe, co Pan by na to wszystko powiedział?
Na pewno bardzo ciekawym aspektem jest to, że z powodu utraty wzroku miał Pan wyostrzone inne zmysły, a mianowicie zmysł dotyku i słuchu. Mam wiele pytań, które chciałbym Panu zadać. W szczególności interesuje mnie, czy Pan popełnił samobójstwo, czy był to wypadek, a może zamach?
W naszej szkole przygotowany został o Panu spektakl, który wyreżyserowała pani Małgorzata Knafel, a pani Ewa-Zieńko-Bajwoł była autorem scenografii. Pana rolę zagrał Kacper Kosz, który jest ponoć Pana krewnym. Dodatkowo w spektaklu wystąpił jako prezenter Karol Tyrka, a Natalia Dudek wystąpiła w roli rozmówczyni, której kolor włosów poznał Pan po dotknięciu dłoni. Ciekawi mnie, czy naprawdę posiadał Pan takie zdolności?
Ogólnie w naszej szkole jest o Panu głośno. Ciekawi mnie również, w jakiej szkole się Pan uczył przed szkołą w Warszawie. Pana imię nosi stowarzyszenie „Zamojski Klub Jazzowy im. Mieczysława Kosza”. Bardzo mi szkoda, że Pana nie ma już tu z nami.
Na zakończenie chcę Pana zapewnić, że będzie Pan zawsze w mojej pamięci i jak dorosnę, to będę o Panu opowiadał swoim dzieciom.
Z poważaniem
Dominik Kowalczuk
Tarnawatka, 18.05.2021 r.
Drogi Mieczysławie Koszu!
Na początku mojego listu chciałbym Pana serdecznie pozdrowić. To zaszczyt dla mnie, że mogę do Pana napisać parę słów. Szczerze mówiąc, od niedawna wiem, że
w gminie, w której mieszkam, żył tak uzdolniony muzyk. Nawet urodził się Pan we wsi Antoniówka, gdzie kiedyś mieszkałem.
Miał pan tyle lat co prawie ja teraz, gdy postępująca choroba oczu całkowicie odebrała Panu wzrok. Wyobrażam sobie, co Pan wtedy czuł, co Pan wtedy myślał o tym okrutnym świecie. Domyślam się, że od tego momentu trudno było się pogodzić z tym, że nie mógł Pan już patrzeć na drzewa, na słońce, na ptaki... Dla dziecka to była prawdziwa tragedia. Ale nie opuszczała Pana ukochana mama, która zaszczepiła w Panu miłość do muzyki. To ona często śpiewała ludowe piosenki i nieraz zabierała Pana na festyny. Niestety mamusia musiała oddać Pana do specjalnego ośrodka w Laskach pod Warszawą, gdzie były inne niewidome dzieci... Pięknie grał Pan na harmonijce, nawet moja babcia wspomina Pana miło - pamięta jak przygrywał Pan dzieciakom na podwórku. Był Pan bardzo utalentowanym chłopcem. Ówczesny proboszcz podpowiedział Pana mamie, żeby Pana talent rozwijać w szkole muzycznej.
Wystąpił Pan przed egzaminacyjną komisją, która otwierała drogę do muzycznej szkoły krakowskiej. Po zbadaniu Pana słuchu i poczucia rytmiki przyjęto Pana bez problemu. Tam uśmiechnął się do Pana los - zajęła się Panem wspaniała pedagog - profesor Romana Witeszczakowa. Ciężko pracował Pan pod okiem pani profesor, która szlifowała prawdziwy talent muzyczny. Okazywała Panu – jakże samotnemu dziecku - dużo serca i cierpliwości. Wreszcie rozwinął Pan swoje muzyczne skrzydła, którymi niejeden się zachwycił. Pomimo że uczył się Pan klasycznej muzyki, bez problemu tworzył Pan w dorosłym życiu muzykę
z gatunku jazz, który wtedy był jeszcze tak nieznany i bardzo nowoczesny. Jestem jeszcze za młody, aby zrozumieć tę muzykę, może w dorosłym życiu wrócę do niej. Do jazzu należy dojrzeć.
Po zakończeniu szkoły muzycznej nadal tworzył Pan nowoczesne utwory. Dzięki festiwalowi Jazz Jamboree, w którym Pan wystąpił, otworzyły się wszystkie drzwi do kariery i grał Pan nawet za granicą.
Coraz bardziej wgłębiając się w Pana życiorys, jestem pod ogromnym wrażeniem Pana talentu. Tylko wielka szkoda, że nie było wokół Pana bliskich osób, które by pomogły
w wielkim smutku, jaki Pana ogarniał. Był Pan osamotniony i opuszczony… Sława przyciąga często także złych ludzi, chciwych, którzy chcą tylko innych wykorzystać. Rozwinął Pan skrzydła, aby lecieć dalej, do krainy, gdzie nie ma już bólu i smutku...
Na zakończenie listu, mogę Panu obiecać, że będę przychodził na Pana grób
w Tarnawatce, zapalę wtedy znicz i pomodlę się, aby nigdy już nikt nikomu nie podcinał skrzydeł, aby każdy mógł z marzeniami lecieć w górę.
Z wyrazami szacunku
Bartłomiej Mulawa
Wieprzów Ordynacki, 19.05.2021 r.
Szanowny Panie Mieczysławie Koszu!
Nazywam się Paweł Palak. Mam 13 lat, chodzę do klasy VII i jestem uczniem Szkoły Podstawowej w Tarnawatce. Pan pochodzi z Antoniówki, czyli wsi, która jest bardzo bliska mojemu sercu. Byłem tam wiele razy i zazdroszczę Panu tak pięknego miejsca zamieszkania. Chciałbym w tym liście Panu pogratulować oraz podziękować.
Doskonale wiem, jak to jest urodzić się z wadą jednego z narządów zmysłu, sam od dziecka zmagam się z chorobą prawego ucha. Pan w wieku 12 lat całkowicie stracił wzrok, czego współczuję, ale mimo ciężkiej choroby Pan się nie poddał i walczył dzielnie, za co należy się szacunek.
Nie interesuję się za bardzo muzyką jazzową, ale Pana utwory wpadły mi w ucho. Moją ulubioną kompozycją jest niepowtarzalne wykonanie melodii ,,Yesterday”. Utwór ten jest przepiękny, bardzo uspokaja, a dźwięk pianina odstresowuje. Naprawdę podziwiam Pana za to, że mimo problemów zdrowotnych stworzył Pan takie piękne dzieło.
Następną kompozycją, w której się zakochałem jest utwór pt. ,,Question”, który powstał ponad 50 lat temu. Tym razem melodia ma szybsze tempo, jest bardziej dynamiczna. Podczas słuchania tego utworu zadawałem sobie pytanie, kim jestem? Po co tak naprawdę żyję? Do kompozycji nie napisano tekstu, ale jej brzmienie sprawia, że nasza wyobraźnia pisze ten tekst sama.
Pana biografię poznałem dzięki filmowi ,,Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy. To właśnie ten wzruszający obraz przedstawia, jaką trudną drogę Pan przeszedł, jak ciężko z wadą wzroku było tworzyć muzykę jazzową. Wiele osób dzięki temu filmowi poznało Pana twórczość. Ów film na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2019 roku zdobył Srebrne Lwy, a w 2020 - Polską Nagrodę Orzeł w kategorii najlepsza muzyka filmowa oraz Polską Nagrodę Orzeł w kategorii najlepszy dźwięk.
W Zamościu powstał nawet klub jazzowy noszący Pana imię.
Z tego, co wiem, to właśnie mama zainspirowała Pana do tworzenia tak cudnej muzyki, wierzyła w Pana oraz nie pozwoliła się poddać. Cieszę się, że na swojej drodze spotkał Pan wspaniałych wychowawców i nauczycieli, dzięki którym mógł Pan rozwijać swój wyjątkowy talent.
Bardzo wzruszyły mnie Pana słowa: „Ja naprawdę lubię muzykę, ale najbardziej cenię taką, która przygnębia, wpycha mnie w siebie, sprawia, że czuję, że życie jest dramatyczną przygodą do samego końca. Jestem muzykiem jazzowym, nie nagrywam niczego oprócz jazzu”. Jak wyczytałem z mediów internetowych, popadł Pan w ciężką chorobę, jaką jest depresja, podobno często Pan chodził przygnębiony i smutny. Nie dziwię się Panu, żyjąc bez wzroku, w osamotnieniu, trudno jest dotrzeć do innych ludzi, tworzyć muzykę, jeszcze ciężej jest zobaczyć piękno otaczającego nas świata. Domyślam się, że przez chorobę towarzyszył Panu ciągły stres oraz niezadowolenie. Zmarł pan śmiercią tragiczną, ponieważ wypadł Pan z okna trzeciego piętra. Niektóre media utrzymują, że Pan popełnił samobójstwo, inne - że był to niefortunny wypadek. Jednak tylko Pan wie, jaka jest prawda.
Został Pan pochowany na cmentarzu w Tarnawatce, a uczniowie mojej szkoły i mieszkańcy gminy dbają o tę mogiłę. Chcę, aby Pan wiedział, że jestem wielkim fanem Pańskiej twórczości. Podziwiam całym sercem wytrwałość w dążeniu do celu, gratuluję determinacji, odwagi oraz wielkiej siły w życiu.
Z wyrazami szacunku
Paweł Palak
Tarnawatka, 23.04.2021 r.
Panie Mieczysławie!
Mam na imię Magdalena i na wstępie mojego listu chcę serdecznie Pana pozdrowić. Piszę ten list, ponieważ mam wrażenie, że jest Pan trochę podobny do Skawińskiego głównego bohatera noweli „Latarnik” napisanej przez Henryka Sienkiewicza. Chcę Pana porównać.
Tak samo jak Skawiński nie miał Pan rodziny i żył sam. Przeżył Pan w swoim życiu bardzo dużo. Bohater brał udział w kilku wojnach, między innymi w powstaniu listopadowym. Podejmował się wielu prac, a w dodatku na kilku kontynentach.
Pan miał zaś jedno zajęcie- granie i komponowanie muzyki jazzowej. Muzyka, którą Pan tworzył była piękna. Miał Pan tylko 8 lat, gdy opuścił rodzinną miejscowość. Od tamtej pory żył Pan sam w Warszawie bez bliskich osób. Takie życie bez zaufanych ludzi musiało być bardzo trudne. Skawiński często wracał myślami do czasów młodości, Pan zapewne też. W swoim mieszkaniu w Warszawie pisał Pan piękne utwory, ale samotnie. Mieszkanie stało się Pana azylem, miejscem odosobnienia. Nie miał Pan przy sobie osoby , z którą mógłby szczerze porozmawiać tak jak Skawiński. Koncertował Pan w wielu miejscach, również za granicą, a Był Pan samotny, a w dodatku niewidomy. Życie musiało być dla Pana trudne. Gdyby założył Pan rodzinę, byłoby weselej. Żona pomagałaby w wielu czynnościach, można byłoby z nią szczerze porozmawiać i wyżalić się. Dzieci biegałyby po podwórku, śmiejąc się. Niektórzy nie chcą mieć rodziny, uważają to za bezsens, jednak ja myślę, że Pan chciał ją założyć. Kochająca żona wspierałaby zapewne w wielu momentach. Czułby Pan również sens życia, bo miałby dla kogo żyć i tworzyć piękną muzykę. Trudności, z jakimi się Pan zmierzył na pewno dały dużo do myślenia. Walczył Pan z samym sobą, bo jednak jeśli jest się niewidomym to trzeba codziennie toczyć z czymś walkę. Na przykład- jeden nieprzemyślany ruch na przejściu dla pieszych byłby dużym zagrożeniem, bo nic nie widzimy. Bliska osoba pomagałaby nawet w najprostszych czynnościach.
Osobiście bardzo ciekawi mnie to, jak to jest żyć bez bliskich osób. Z punktu widzenia obserwatora wydaje się to bardzo przykre... Z perspektywy osoby, która jest zupełnie sama, życie musi być jeszcze bardziej smutne i przygnębiające. Gdyby mieszkanie było przepełnione miłością, czułością i rodzinnym ciepłem, zapewne dodawałoby Panu sił do życia. Z pewnością zdarzałyby się kłótnie, ale bez nich byłoby chyba nudno. Zakładając rodzinę, jako mężczyzna decydowałby się Pan się na jej odpowiedzialne utrzymanie, ale Pan z pewnością nie miałby z tym problemu.
W życiu nie spotkał Pan osób lojalnych i uczciwych. Miał Pan pieniądze, ale one zapewne nie dawały dużo szczęścia w obliczu samotności. Nie spotkał Pan miłości swojego życia i nie założył rodziny, gdyby Pan to zrobił na pewno byłoby lżej…
Z szacunkiem
Magdalena
Dąbrowa Tarnawacka, 22.05.2021r.
Szanowny Panie Mieczysławie Koszu!
Przed napisaniem listu zapoznałem się z Pańską jakże interesującą biografią oraz niektórymi utworami. Piszę do Pana, gdyż pragnę Panu pogratulować i podziękować za melodie, które mnie uspokajają i uszczęśliwiają.
Pana muzyka jest niezwykle łagodna, pogodna, melodyjna oraz relaksująca. Jest wprost idealna do wsłuchiwania się i kojenia naszych uszu po np.: ciężkim dniu pracy na głośnej budowie. Chciałbym zapewnić, iż wszyscy pamiętamy o Panu oraz Pana fascynującej twórczości, która stała się inspiracją do organizowania różnych konkursów, tworzenia książek i filmów. Książka pt.:„Tylko smutek jest piękny. Opowieść o Mieczysławie Koszu” autorstwa Krzysztofa Karpińskiego z 1990 stała się podstawą do filmu pt.: „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy. W głównej roli wystąpił Dawid Ogrodnik. W mojej szkole uczymy się o Panu, dbamy też o miejsce, gdzie został Pan pochowany. Po tym jak dowiedziałem się, że tak świetny muzyk w wieku 12 lat stracił wzrok, byłem smutny oraz zaskoczony. Jestem pełen podziwu, że pomimo braku wzroku nie zniechęcił się Pan do nauki i swoich pasji, a nawet rozwinął Pan karierę muzyka jazzowego. Słowa chińskiego filozofa Konfucjusza: „Największym powodem do chwały nie jest nigdy nie upaść, ale umieć podnieść się za każdym razem, kiedy upadniemy” idealnie opisują Pana miłość do muzyki i postawę życiową. Bardzo zaciekawiło mnie, jak udało się Panu pokonać drogę do wiedzy w tamtych ciężkich czasach, a przecież nauka bez możliwości korzystania ze zmysłu wzroku nie jest taką samą, lecz trudniejszą. Jestem ciekaw, jak długo by Pan jeszcze grał dla ludzi, gdyby nie ten okropny wypadek.
Kiedyś Pan stwierdził, że: „tylko smutek jest piękny”. Jestem ciekaw, o co dokładnie Panu chodziło i jak powinienem to odebrać. W jednym z wywiadów na pytanie o upodobania w muzyce odpowiedział Pan: „Ja naprawdę lubię muzykę, ale najbardziej cenię taką, która przygnębia, wpycha mnie w siebie, sprawia, że czuję, że życie jest dramatyczną przygodą do samego końca”. Z tego, co mi wiadomo, był Pan samotny, a muzyka przygnębiająca i dramatyczna towarzyszyła Panu do końca życia, w przeciwieństwie do pseudoprzyjaciół. Być może właśnie samotność i bezsilność doprowadziła do depresji, co potoczyło się w złym kierunku. Jestem pod wielkim wrażeniem, że pod wpływem tylu emocji był Pan nadal w stanie grać tak świetnie jak na początku. Wywarł Pan duże wrażenie, pojawiając się na jazzowej scenie. Inni znani muzycy, tacy jak: Czesław Bartkowski, Jacek Ostaszewski, Bronisław Suchanek, Janusz Stefański i Jan „Ptaszyn” Wróblewski chętnie z Panem współpracowali. Smutno mi, że tak znany i szanowany człowiek nie miał żony, przez co także dzieci, choć podobno z Ewą Łukasik, czekaliście właśnie na nowe mieszkanie, lecz tragedia, która się wydarzyła, nie pozwoliła Panu dożyć lat starości i doczekać wyrazów uznania dla artystycznej twórczości. A przecież już po pierwszym występie w Jazz Jamboree okrzyknięto Pana legendą muzyki jazzowej. Jestem ciekaw czy przed pierwszymi nagraniami do Polskiego Radia w 1967 roku towarzyszył Panu stres. Chciałbym pozyskać radę, jak można się uporać z tym deprymującym uczuciem.
Pana historia bardzo mnie poruszyła. Jestem pełen uznania dla niezwykle wrażliwego człowieka pochodzącego z wielodzietnej rodziny, który stracił wzrok w wieku 12 lat, a mimo to z uporem rozwijał swoją pasję. Stworzył Pan wiele cudownych utworów jazzowych pomimo choroby, choć grał Pan tylko ze słuchu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej duchowej siły i bardzo doceniam Pana zapał do gry oraz miłość do muzyki. Tragedia, jaką zakończyło się Pana życie, bardzo mną wstrząsnęła.
Mam takie nierealne marzenie, aby zasiąść na widowni podczas koncertu mojego rodaka, Mieczysława Kosza.
Pański fan
Bartek Kudyba
Tarnawatka, 23.05.2021r.
Szanowny Panie Mieczysławie Koszu!
Nazywam się Miłosz Jędruszczak. Jestem uczniem VII klasy Szkoły Podstawowej w Tarnawatce, w której ogłoszono konkurs literacki pod hasłem: „Napisz list do rodaka”. Postanowiłem właśnie napisać do Pana. Nie bez znaczenia jest fakt, że mój tata pochodzi z tej samej miejscowości co Pan, czyli z Antoniówki, a moi dziadkowie mieszkali w bliskim sąsiedztwie. Spacerując po wsi, tata pokazał mi miejsce, w którym stał Pana rodzinny dom. Babcia Stasia natomiast pamięta wspólne zabawy, kiedy to Pan przygrywał na harmonijce. Bardzo wzruszyłem się, oglądając film: „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy.
Podziwiam, że mimo tak trudnego dzieciństwa, będąc osobą niewidomą, zmagając się z tyloma przeciwnościami losu, osiągnął Pan taki sukces. Stał się Pan sławnym muzykiem jazzowym znanym nie tylko w Polsce, lecz na całym świecie.
Powiem szczerze, że nie znam muzyki jazzowej i nigdy jej nie słuchałem, lecz historia Pana skomplikowanego życia skłoniła mnie do zapoznania z tym gatunkiem muzycznym i Pana twórczością. Z wielką przyjemnością słuchałem nagrań utworów w Pańskim wykonaniu. Wprowadziły mnie one w niepowtarzalny nastrój, pozwoliły się zrelaksować, wyciszyć i uspokoić. Bardzo ciekawie na tle tych Pana poważnych utworów brzmi beatlesowski przebój „Yesterday”, który z prostej uroczej piosenki stał się utworem bardziej finezyjnym, nie odstającym od pozostałych nagrań. Pana styl często określano jako połączenie jazzu z muzyką romantyczną i polskim folklorem. Porównywano do muzyki słynnego Billa Evansa, z którym miał Pan okazję występować na festiwalu jazzowym w Montreux.
Chciałbym wrócić do filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, dzięki któremu wielu Polaków poznało postać wspaniałego pianisty, artysty jazzowego, o którym nigdy wcześniej nie słyszeli. Film ten na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2019 roku zdobył Srebrne Lwy. Otrzymał także Polską Nagrodę Filmową Orzeł w kategorii Najlepsza Muzyka Filmowa.
Piszę te słowa tuż przed Dniem Matki. Wiem, że to właśnie Mama zaraziła Pana zamiłowaniem do muzyki, śpiewając ludowe piosenki. Wspierała i wierzyła w umiejętności syna. Wpoiła też zasadę: „Jak już coś robisz, to rób to porządnie”.
Miło mi poinformować Pana, że miasto Zamość doceniło Pańską twórczość. Właśnie w tam powstał klub jazzowy Pana imienia, w którym organizowane są koncerty i wieczory jazzowe.
Stał się Pan inspiracją, wzorem i przykładem tego, że mimo niepełnosprawności i innych trudnych sytuacji życiowych nie wolno się poddawać, lecz dążyć do wyznaczonego celu. Jest Pan legendą. Jak powiedział Michał Urbaniak: „Miecia Kosza już nie ma, ale muzyka została”.
Z wyrazami szacunku
Miłosz Jędruszczak
Niemirówek, 15 maja 2021 r.
Szanowny Panie Mieczysławie!
Na początku mojego listu chcę Pana serdecznie pozdrowić. Nazywam się Kacper Czuwara, mam piętnaście lat, mieszkam w Niemirówku. Chcę Panu powiedzieć, że chociaż się nie znamy, to „jesteśmy bliskimi sąsiadami”. Moja wieś leży niedaleko Pana rodzinnej wsi. Na pewno każdego dnia, gdy był Pan dzieckiem, widział ją w oddali.
Z Pana biografią zapoznałem się na lekcji języka polskiego. Muszę powiedzieć, że bardzo zainteresowało mnie Pana życie osobiste jak i publiczne, dlatego zacząłem szukać różnych informacji o Panu i Pańskiej rodzinie. Tutaj muszę się pochwalić, że moja prababcia miała na Antoniówce rodzinę, która była Pana niedalekim sąsiadem.
Wiem, że urodził się Pan w rodzinie wielodzietnej. Już od samego początku zaznał Pan dużo przykrych chwil. Bardzo współczuję, że nie doznał Pan ojcowskiej miłości, której na pewno
w dzieciństwie Panu bardzo brakowało. Ja mam kochającego tatę i mam to szczęście, że zawsze jest obok. Nawet wtedy, gdy zrobię coś źle, mogę na niego liczyć. Bardzo mnie cieszy, że Pańska mama kochała Pana z całego serca. Podziwiam ją za to, że umiała się przeciwstawić całemu światu
i złemu losowi, a nawet Pana ojcu i walczyła o Pana szczęście z całych sił.
Od samego początku los Pana nie oszczędzał. W najpiękniejszym dla małego dziecka wieku zabrał część Pana - odebrał wzrok. Na pewno był to dla Pana i rodziny ogromny cios, ale może też tak po prostu miało być, los zabrał coś, ale też podarował Panu ogromny talent.
Jestem ciekaw, co Pan czuł, gdy odkrywał swoje zdolności muzyczne. Dzięki Bogu, że na swojej drodze miał Pan kochającą mamę, która nigdy nie poddała się. Dobrze stało się, że jako małego chłopca oddała Pana do przedszkola dla niewidomych dzieci w Laskach. Potem w szkole podstawowej dla ociemniałych dzieci w Krakowie poznał Pan swojego drugiego anioła stróża - znakomitą pedagog, która przekazywała Panu swoją wiedzę i umiejętności. Przekonałem się, że Pana życie i miłość to muzyka jazzowa i jej tworzenie. Jednak trudno mi zrozumieć, że tylko to Pan kochał. Przez całe życie poznawał Pan nowe osoby, mógł doświadczać nowych rzeczy, poznawać nowych ludzi. I tu muszę zapytać: czy przez ten czas nie spotkał Pan kogoś, z kim mógł Pan założyć rodzinę i być szczęśliwym? Brał Pan udział w wielu koncertach, wystąpił na najważniejszym polskim festiwalu jazzowym, odwiedzał Pan inne kraje i właśnie dziwię się, że nikogo takiego Pan nie spotkał. Przez całe życie bardzo mało zaznał Pan miłości, lecz dlaczego Pan o to nie zawalczył? Na pewno byłoby łatwiej pod każdym względem.
Chociaż teraz Pana nie ma wśród nas, ale ktokolwiek zapozna się z Pana życiem
i twórczością, na zawsze zachowa Pana w swoim sercu. Zostawił Pan nie tylko wiele pięknych utworów, ale również cząstkę siebie. Gdyby Pan żył, dzisiaj miałby Pan 77 lat i pewnie byłby Pan już dziadkiem. Ale widocznie tam w niebie był Pan potrzebny. Ciekawy jestem, co by Pan zrobił w obecnych czasach. Na świecie panuje straszny wirus, który zabiera wiele żyć. Jest na niego lekarstwo, lecz nie każdy chce się szczepić. Jestem strasznie ciekaw, co Pan by uczynił?
Na zakończenie obiecuję, że jeszcze napiszę do Pana. Na pewno opowiem coś więcej
o sobie, ale muszę Panu powiedzieć, że bardzo pomógł Pan mi swoją postawą. Zrozumiałem, że talent to coś, czego nie powinniśmy zmarnować i że to, co kochamy, daje nam siłę do walki
z codziennością. Z całego serca za to dziękuję. Chciałbym mieć taką osobę jak Pan za przyjaciela.
Niech Pan wie, że jest dla innych ogromnym wsparciem w kłopotach.
Z wyrazami głębokiego szacunku
Kacper Czuwara
Budy, 14 maja 2021 roku
Drogi Panie Mieczysławie Koszu!
Piszę ten list, ponieważ chciałabym Panu opowiedzieć, jak wielką rolę odegrał Pan
w kulturze naszej małej ojczyzny. Na tych terenach ciągle pamięta się o Pańskim życiu
i kompozycjach. Lokalny patriotyzm jest ważny, by nie zapominać o wielkich twórcach, którzy żyli tak blisko nas. Może to być też inspiracją do własnego dążenia do marzeń - skoro Panu się udało, to „mi też się uda”.
W szkole i całej gminie organizowane są akcje promujące wspaniałą muzykę i historię życia człowieka, którego - pomimo tylu lat - nadal wszyscy pamiętają. Dobrze, że młodzież ma i będzie miała szansę dowiedzieć się o kimś, kto był tak niedaleko i osiągnął tak wiele. Sądzę, że muzyka jest ważna, więc rzeczą bardzo rozwijającą jest przedstawianie młodemu pokoleniu różnorodnych i pięknych utworów.
Mamy teraz trudną sytuację na świecie. Epidemia wirusa Covid-19 pokrzyżowała wszystkim plany. Siedzimy w domach. Cały świat, od ponad roku, jest zupełnie inny niż zwykle. Szkoła, praca, administracja, służba zdrowia - wszystko działa w systemie zdalnym. Ludzie mieli plany na podróże, pracę, edukację, rozwijanie się i nagle wszystko musiało być odwołane lub zawieszone w czasie. Młodzi ludzie mają zupełnie inne warunki do wychowywania się, uczenia, rozwijania swoich zainteresowań i kształtowania swojego światopoglądu niż zazwyczaj. Dla ludzkiej psychiki nie jest to łatwe. Trudno sobie radzić
z takimi wielkimi i nagłymi zmianami. Ludzie różnie próbują sobie pomóc. Mnie na przykład pomaga muzyka. Znam kilka osób, które praktykują to samo. Jestem pewna, że znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że Pańska muzyka pomogła mu w tych strasznych czasach.
Sama poznałam Pana kompozycje przy okazji brania udziału w przedstawieniu pod tytułem Spotkanie z geniuszem Mieczysława Kosza, ukazującym Pańską biografię. Scenariusz przedstawienia stworzyła pani Małgorzata Knafel na podstawie filmu Ikar. Legenda Mietka Kosza z 2019 roku. Jestem szczęśliwa, że byłam częścią przedsięwzięcia popularyzującego tworzenie muzyki. Jest to sfera kultury, która mnie bardzo interesuje. Jestem pod wrażeniem interpretacji jazzu, jaką Pan pokazuje nam w swoich kompozycjach. Jest to coś o unikalnym charakterze.
Kończąc mój list, chciałabym Panu uświadomić, że odegrał Pan znaczącą rolę
w kulturze zarówno tej lokalnej, jak i krajowej. Jazz się bardzo rozwinął, a Pan miał niemały w tym udział. Jedynie domyślam się, jak wiele muzyka znaczyła dla Pana. Ona była Pana życiem. Był Pan osobą niewidomą, jednak nie stanowiło to dla Pana utrudnienia w grze na fortepianie, o czym świadczy to, jak wiele udało się Panu osiągnąć. Jestem dumna z takich ludzi i czuję podziw. Gratuluję wszystkich sukcesów i mam nadzieję, że pamięć o Panu nigdy nie zgaśnie.
Z wyrazami szacunku
Natalia Dudek
Tarnawatka,19 kwietnia 2021 r.
Szanowny, wiecznie żywy w naszej pamięci Panie Mieczysławie Koszu!
Na początku listu chciałabym Pana pozdrowić i zapytać jak się Panu żyje w niebie.
Pana twórczość poznałam w szkole, gdyż bardzo dużo się o tym mówi, jest Pan przecież jedną z najsłynniejszych postaci w Tarnawatce. Miał Pan bardzo trudne życie. Moim zdaniem to, co Pan przeszedł w życiu jest niesamowite, wymagało siły, poświęcenia. Natomiast Pana twórczość jest bardzo interesująca. Dnia 10 grudnia 2019 w naszej szkole obejrzeliśmy nagranie przedstawienia po tytułem „Spotkanie z geniuszem Mieczysława Kosza”. Pani Małgorzata Knafel wyreżyserowała i napisała scenariusz do tej inscenizacji. Główną role grał Kacper Kosz. Prezenterem natomiast był Karol Tyrka, a Natalia Dudek była rozmówczynią odtwórcy roli Mietka, który rozpoznał jej kolor oczu i włosów po dotknięciu dłoni. Autor scenografii to pani Ewa Zieńko -Bajwoł.
Moim zdaniem sztuka ta dała nam dużo do myślenia, ponieważ pokazała jak bardzo ciężkie i trudny był Pana los. Uświadomiła mi, jak traktować osoby niepełnosprawne. Zdobył Pan mój podziw i szacunek. Na początku wystąpienia Kacper opowiadał o życiu. Później dotknął rękę Natalii i rozpoznał kolor włosów i oczu. To było niesamowite! W trakcie spektaklu oczywiście były odtwarzane nagrania Pana kompozycji.
Moim zdaniem gra aktorów, którą zobaczyłam, była na wysokim poziomie. Scenografia była dobrze dobrana i przemawiająca do publiczności. Reżyseria, muzyka i scenariusz były rewelacyjne, większość osób na długo zapamiętała piękne słowa i muzykę.
Kiedy oglądałam to przedstawienie myślałam, że żyję w tamtych czasach. Sztuka bardzo mi się podobała. Tak, jak napisałam wyżej, myślę, że wiele osób na długo zapamięta wypowiadane słowa Pańskiej mamy.
Mieczysławie Koszu, miał Pan bardzo trudne życie i nie chodzi mi tylko o to, że był Pan niepełnosprawny, ale też o to, że np. pana ojciec Pana nie akceptował. Cieszę się , że natomiast Pana matka obdarowywała Pana bezwarunkową miłością. Pomocną dłoń wysunął do Pana ksiądz Tadeusz Boguta, dzięki któremu jako młody chłopiec mógł Pan trafić do specjalnej szkoły dla niewidomych. Żył Pan w czasach PRL-u, więc, jak każdy wie, nie były to cudowne lata. Jednak to nie koniec przygód , a mianowicie wstrząsnęło mną , że 31 maja 1973 roku w Warszawie doszło do |Pańskiej tajemniczej śmierci i do tej pory nikt do końca nie wie, jak to się stało.
Myślę, że w miejscu, gdzie jesteś teraz, Drogi Panie Mieczysławie jest Panu o wiele lepiej. Teraz mamy bardzo trudne czasy, trwa pandemia COVID-19. Gdyby Pan dalej żył, bardzo ciężko by Panu było. Dzisiejsze obostrzenia na wiele nie pozwalają. Tak naprawdę musiałby Pan siedzieć w domu i nie mógłby Pan dalej koncertować. Zakładając, że utrzymywałby się Pan z grania, to w tym okresie trudno by Panu było zdobyć jakieś pieniądze. Wspieralibyśmy Pana.
Gabriela Kawa
Tarnawatka 15.04.2021 r.
Szanowny Panie Mieczysławie,
już od dawna jestem zachwycona Pańską twórczością. Jest Pan osobą wielce szanowaną na naszych terenach, a szczególnie w Tarnawatce. Piszę ten list, aby opowiedzieć Panu o obejrzanym przeze mnie przedstawieniu, które odbyło się w naszej szkole 10 grudnia 2019 roku, a nosiło tytuł „Spotkanie z geniuszem Mieczysława Kosza”.
Scenariusz i reżyserię opracowała nasza polonistka Małgorzata Knafel, a główną rolę odegrał Kacper Kosz. Prezenterem był Karol Tyrka, natomiast Natalia Dudek była rozmówczynią, u której Kacper, wcielając się w Pana, rozpoznał kolor oczu i włosów po dotknięciu dłoni. Autorem scenografii była pani Ewa Zieńko-Bajwoł. Tematem przedstawienia było Pańskie trudne życie i genialna twórczość. Muszę przyznać, że Karol Tyrka z zaangażowaniem przedstawiał informacje o Panu.
Spektakl opowiadał o braku akceptacji ze strony Pańskiego ojca i o bezwarunkowej miłości matki, o niepełnosprawności , o pomocy Księdza T. Boguty. Ukazał na początku Pańską genialność jako dziecka z ponadprzeciętnymi zdolnościami, potem samotność i tajemniczą śmierć 31 maja 1973 roku w Warszawie. Uważam, że Pańskie życie było bardzo ciekawe i urzekające smutkiem.
Według mnie gra aktorów była dosyć amatorska. Niestety główny bohater nie pokazał wszystkiego, na co było go stać, mówił bez emocji, monotonnym głosem. Bardzo podobało mi się natomiast odtwarzanie Pańskich utworów pomiędzy wypowiedziami aktorów. Ma pan w repertuarze przepiękne utwory, a moim ulubionym jest „Yesterday”. Bardzo podobał mi się także utwór „Tańce Połowieckie”. Wszystkie wzbudzają we mnie wiele emocji. Całość przedstawienia dopełniała ciekawa scenografia: dekoracje oraz rekwizyty. Scenariusz i reżyseria były bardzo dobrze przemyślane, a gdyby aktorzy byli lepiej dobrani, to do przedstawienia nie miałabym żadnych zastrzeżeń.
Główny bohater nie przyłożył się do odegrania swojej roli. Muszę powiedzieć szczerze, że niestety spektakl nie podobał mi się, mimo pięknej oprawy muzycznej. Owszem, scenariusz był przemyślany, jednak aktorzy nie popisali się talentem.
Podczas przedstawienia natomiast dowiedziałam się wielu szczegółów o Pańskim życiu. Po obejrzeniu nasunęło mi się mądre przesłanie, że jeśli robimy to, co kochamy, to nawet niepełnosprawność nie będzie nas hamować. Pan od zawsze kochał muzykę. Dziś dla mnie jest Pan legendą polskiego jazzu, geniuszem muzycznym.
Chciałabym wspomnieć Panu, że aktualnie na świecie panuje pandemia koronawirusa. Gdyby Pan żył, miałby pan dziś 77 lat. W tym wieku byłby Pan niejako „zmuszony” do wzięcia szczepionki, ponieważ bardzo wiele osób umiera każdego dnia, bezpośrednio lub pośrednio po zakażeniu. Rząd namawia wszystkich, aby się szczepili, ponieważ chorobę niezwykle ciężko przechodzą osoby starsze i schorowane. Koronawirus działa podobnie jak grypa, tylko objawy są dużo cięższe. Wywołuje on zapalenie płuc, a w szczególnie ciężkich przypadkach – śmierć. Nie ma skutecznego leku na tego wirusa, nawet szczepionka nie daje 100% skuteczności. Każdego dnia ok. 300 osób umiera. Strach wychodzić z domu. Szkoły zostały zamknięte i wszyscy uczymy się przez urządzenia elektroniczne tj. komputery, tablety czy telefony. Wiem, że za Pana czasów to było nie do pomyślenia. Niestety przyszło nam żyć w tak ciężkich czasach.
Niech Pan pamięta, że jest wiecznie żywy w naszej pamięci jako ponadprzeciętnie uzdolniony Mieczysław Kosz.
Z wyrazami szacunku
Angelika Szponar
Tarnawatka, 19 kwietnia 2021 roku
Witaj Mieczysławie!
Na wstępie mojego listu chcę Cię serdecznie pozdrowić. W tej wiadomości mam zamiar podzielić się z Tobą, moją opinią o Twojej twórczości oraz powiedzieć Ci o ciekawym przedstawieniu.
Niestety, prawie na samym wstępie muszę Cię zmartwić. Bardzo nie podobają mi się Twoje kompozycje. Są zbyt chaotyczne, nudne i zamiast cieszyć, wręcz smucą i wprowadzają w niepokój i strach. Aczkolwiek wiedz, że te utwory podobają się wielu innym osobom, które na zawsze będą mieć Ciebie i Twoje kompozycje w swoich głowach.
Teraz chcę Ci przytoczyć informacje o nagranym przedstawieniu. Spektakl nosił nazwę: "Spotkanie z geniuszem Mieczysława Kosza". Odbył się 10 grudnia 2019 roku w szkole w Tarnawatce. Reżyserem i scenarzystą była Małgorzata Knafel; aktorami: Kacper Kosz (rola główna - odgrywał Ciebie), Karol Tyrka (prezenter - opisywał Twoje dzieje, przeszkody, jakie napotkałeś na swojej drodze), Natalia Dudek (epizodyczna rola - rozmówczyni Mietka). Autorem scenografii była Ewa Zieńko-Bajwoł.
Według mnie, to krótkie przedstawienie było bardzo interesujące i dzięki niemu można było się wiele o Tobie dowiedzieć. Z mojego punktu widzenia (byłem w końcu prezenterem) scenariusz był profesjonalnie przygotowany, a scenografia idealnie pasowała. Występowaliśmy dla uczniów, którzy brali udział w konkursie wiedzy o naszym regionie.
Poruszane były Twoje problemy, na przykład z Twoim ojcem, który Cię nie akceptował, choroba, na którą zachorowałeś, a nawet prześladowania za granie jazzu w czasach PRL. Omówiono również dobre strony Twojego życia - pomoc której udzielił Ci ksiądz Tadeusz Boguta, ponadprzeciętne zdolności, które posiadałeś oraz sukcesy, jakie odniosłeś Ty i Twoje utwory. Niestety na koniec dowiedzieliśmy się o Twojej tragicznej i nie wyjaśnionej do tej pory śmierci, która zdarzyła się 31 maja 1973 roku w Warszawie. Aktorzy (nie mam śmiałości, aby mówić o sobie) zagrali świetnie, a rekwizyty (ciemne okulary, stary telefon i ubranie) świetnie oddawały realia tamtych czasów.
Jako że jestem dość dużym optymistą, mogę Ci powiedzieć że “masz szczęście”, ponieważ ominął Cię bardzo trudny czas pandemii, mimo że czasy się zmieniły i miałbyś aktualnie dużo łatwiej..
PS. Mam nadzieję, że ktoś przeczyta Ci ten list.
Do usłyszenia, Nasz kompozytorze!
Karol Tyrka
Sumin, 14.05.2021 r.
Drogi Panie Mieczysławie Koszu!
Jestem uczennicą klasy ósmej i chodzę do szkoły nieopodal Pana rodzinnej wsi. Właściwie sama nie potrafię sprecyzować, dlaczego piszę ten list, jednak chciałabym zawrzeć tutaj własne przemyślenia o muzyce, którą Pan komponował oraz przedstawić kilka informacji na temat dzisiejszych czasów, których niestety nie mógł Pan doczekać.
Chciałabym zacząć od tego, że jestem naprawdę pod wrażeniem Pana twórczości. Muzyka, którą Pan tworzył, nie jest raczej w stylu, którego słucham na co dzień, jednak mimo to uważam, że jest ona świetna. Pana utwory - może dlatego, że jest w nich tyle emocji - trafiają do serca i pozwalają skupić swoje myśli. Naprawdę warto jest ich posłuchać, kiedy chce się na chwilę uciec od świata i od swojej codzienności. W dzisiejszych czasach jazz jest bardzo popularny zarówno na całym świecie, jak i w Polsce. Przeminął PRL, a wraz z nim prześladowania za granie jazzu. Muzyka Pana autorstwa jest rozpoznawalna i ceniona przez wiele osób.
Gdy myślę o Pana życiu oraz historii, przychodzi mi na myśl powieść „Ziele na kraterze” autorstwa Melchiora Wańkowicza, a właściwie list, który ją kończy. Jest to tekst ojca, który odpowiada na list zmarłej już córki, tak jakby ona wciąż żyła. Myślę, że to właśnie te słowa zainspirowały mnie do napisania do Pana - naszego rodaka, osoby ważnej dla naszego społeczeństwa, ale także w pewnym sensie legendy polskiego jazzu.
Wydaje mi się także, że obecnie jest Pan bardziej rozpoznawalny niż za czasów Pańskiego życia. My - jako uczniowie szkoły podstawowej oraz nastolatkowie - jesteśmy wciąż edukowani na temat Pana życia i twórczości, gdyż jest Pan kimś ważnym dla naszej małej ojczyzny. Co więcej, ludzie wciąż starają się dociec powodu oraz okoliczności Pana śmierci.
Miałam także opowiedzieć Panu o dzisiejszych czasach i pomimo, iż jeszcze rok temu nie wiedziałabym co powiedzieć oprócz tego, że cały świat został zawładnięty przez elektronikę, bliźniaczy rok 2020 wiele zmienił. Na początku ubiegłego roku cały świat obiegła choroba nazwana COVID-19, która bardzo szybko się rozprzestrzeniała i często jej skutkiem była
i jest nadal śmierć. Poza dom nie możemy wciąż wychodzić bez zakrycia twarzy maseczką,
a szkoły i wiele ośrodków kultury zostało zamkniętych. Także większość koncertów zostało odwołanych lub przeniesionych na „nieokreślony termin”, więc nie jest to dobra sytuacja nawet dla twórców.
Pandemia uniemożliwia nam nawet kontakty z innymi ludźmi i pomimo, iż podobnie jak Pan jestem raczej samotnikiem (zawsze lubiłam spędzać czas w samotności, rysując czy słuchając muzyki), teraz naprawdę brakuje mi przyjaciół. Jestem bardzo ciekawa, w jaki sposób Pan opisałby tę sytuację, gdyby musiał być jej częścią.
Z wyrazami głębokiego szacunku
Julia Woźnica
Tarnawatka, 19.04.21 r.
Szanowny Mieczysławie Koszu!
Panie Mieczysławie, chcę wyrazić swoją opinię na temat Pana twórczości i wiele opowiedzieć w dalszej części listu. Oczywiście składam najserdeczniejsze pozdrowienia.
Po poznaniu Pana twórczości byłam podekscytowana, że taki wielki człowiek mieszkał w Antoniówce. Moim ulubionym utworem jest ,,Yesterday”. Stał się wspaniały dla mnie, relaksuję się przy nim. Lubię prawie wszystkie Pana utwory. Dnia 10 grudnia 2019 roku odbyło się u mnie w Szkole Podstawowej w Tarnawatce interesujące przedstawienie pod tytułem ,,Spotkanie z geniuszem Mieczysława Kosza”, które wyreżyserowała Pani Małgorzata Knafel. Głównym bohaterem tego widowiska był Kacper Kosz -uczeń naszej szkoły. W tym przedstawieniu wcielił się w Pana. Odkryłam, że był Pan niewidomy, ale odznaczał Pana bardzo dobry słuch. Rozpoznał Pan kolory oczu i włosów dziewczyny po dotknięciu jej dłoni. Spektakl przedstawiał Pana smutne i trudne życie , ponieważ był Pan niewidomym dzieckiem, ojciec Pana nigdy nie zaakceptował. Tematem przedstawienia była również genialna twórczość. Młodzi aktorzy grali genialnie! Najlepiej rolę odegrał Kacper Kosz, a Karol Tyrka jako prezenter, czytając, tworzył niesamowity nastrój- trochę ponury, smutny oraz poważny, bardzo pasował do historii Pana życia. Scenariusz również mi się podobał. Utwory napisane przez Pana są naprawdę wspaniałe, ale utwór ,Yesterday” skradł moje serce.
Rzeczywistość w naszych czasach jest bardzo trudna. Pandemia coraz bardziej nas niszczy, z dnia na dzień jest nas coraz mniej. Każdy może się poddać szczepionce przeciw koronawirusowi. Szkoda, że nie ma Pana z nami. Tylko, gdyby Pan nadal żył, musiałby Pan również, cierpieć podczas tej pandemii. Byłoby to dla Pana bardzo męczące z powodu niewidzenia. Miałby Pan 77 lat... nie wiadomo, jakby Pan to przeżył pandemię oraz działanie szczepionki. Wspaniały człowiek myślący o Tobie napisał książkę o Twoich przeżyciach. Krzysztof Karpiński starał się w utworze „Tylko smutek jest piękny. Opowieść o Mieczysławie Koszu.”, aby jak najbardziej przybliżyć nam Pana życie.
Będzie Pan zawsze żywy w mojej w pamięci.
Z poważaniem
Amelia Gumieńczuk
